Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stado Jaśminu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stado Jaśminu. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 sierpnia 2018

Od Nacmas'a cd Zoti

- Właściwie to tylko wieczorny patrol - przyznałem. - Ale do tego czasu, mamy mnóstwo czasu na szukanie ziół i tych podobnych.
- To wspaniale - ucieszyła się Zoti. - Poczekaj chwilę, sprawdzę, co kończy się w moim magazynie.
Kiwnąłem łebkiem i usiadłem na ziemi. Spojrzałem na swoją łapkę, wyglądała całkiem nieźle. Na pewno dam radę pomóc medyczce.
Przyszła chwilę późnej. Na jednym wdechu wyrecytowała, co musimy znaleźć. Nie zapamiętałem wiele, więc po prostu zdam się na Zoti. Wyruszyliśmy. Po obozie krzątało się już wiele królików. Spojrzałem na stos z jedzeniem, który był już znacznie większy. Zaproponowałem Zoti, by coś zjadła. Ta jednak odmówiła, mówiąc, że zjemy coś po drodze. Właściwie, to znacznie lepszy pomysł. Pierwsze roślinki znaleźliśmy niedaleko. Były potrzebne nam wyłącznie korzenie, więc szybko wygrzebaliśmy je z ziemi. Miały nieprzyjemny zapach.
- Na co to? - zapytałem, szturchając łapą jedno kłącze.
- Na zakażenie, rozkłada się to na rany - wytłumaczyła. Podziwiałem Zoti za jej umiejętności. Była niesamowita! Robiła to, co kocha. Spotkaliśmy właśnie poranny patrol, który wracał do obozu. Zgodził się zabrać korzenie ze sobą i zostawić je w legowisku medyka. Ruszyliśmy dalej. Roślinę, której szukaliśmy, znaleźliśmy dopiero w pobliżu rzeki. Woda szumiała głośno. Zbliżyłem się. Kilka kropel wody spadło mi na wąsy, strzepałem to z niesmakiem. Zoti rozpoczęła ścinanie łodyg. Pomogłem jej w tym i ułożyliśmy rośliny równo kawałek od brzegu.
- Zostawmy to tutaj, dalej widziałam mak, zbierzemy nasiona - poinformowała medyczka.
- Oczywiście - zgodziłem się. Zbieranie maku było przyjemnie. Pachniał aromatycznie, ale wiedziałem, że poczęstowanie się nimi, nie będzie rozsądne. Zawinęliśmy je w liście, aby nie pogubiły się po drodze. Znaleźliśmy przy okazji kocimiętkę. Zawsze może się przydać, prawda? Wróciliśmy nad rzekę. Ku naszemu zdziwieniu roślinek nie było.
- Jak to możliwe? - zdziwiła się Zoti. Spojrzałem na nią zaskoczony. Wtedy wyczułem w powietrzu ten zapach... Stado Bzu!
Zoti?

wtorek, 7 sierpnia 2018

Od Larsu

Biegłem przed siebie, w daleki świat, gdzie żadna z ludzkich rąk nie śmie mnie dotknąć. Były to oczywiście moje tereny  które doceniałem w każdej sekundzie mojego nic nie wartego życia. Kochałem je, jak króliki które były tutaj przed moim panowaniem. Niektóre pyszczki zapamiętałem, ale chyba tylko te które były dla mnie w jakiś sposób znaczące. Mój przyjaciel często chodził ze mną na spacer, kicaliśmy po tych samych terenach co teraz.Wspomnienia bywają złe...lecz ja pamiętam większość tych pięknych. Oczywiście żadnych chwil nie chcę  zapomnieć, ale śmierć poprzedniego przywódcy, mojego najlepszego przyjaciela ...mogłaby zniknąć, pokicać sobie gdzieś w niebyt, zakamarki mojego króliczego mózgu w które nie zaglądam. Ponieważ była to dla mnie wielka strata. Każdy kto stracił przyjaciela wie o co mi chodzi, nie idzie o tym zapomnieć. Najgorsze są chwile w których sobie przypominasz jak to było za jego czasów lub z nim...Przemyślenia wtedy są wesołe jak i bolesne.
- Cześć.- usłyszałem za sobą. 
Obróciłem się nie wiedząc kto to, i gdzie aktualnie się znajduję. Byłem jedynie pewien że na swoich terenach...lecz przy granicach. 

(Ktoś?)

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Zoti cd. Nacmas'a

Ach tak, to ostatni dzisiejszy obowiązek, przygotować... cóż to? Nacmas? Znowu?
- Jestem, wejdź - powiedziałam z lekkim uśmiechem, szukając powodów wizyty na jego ciele. Od razu widoczne były kolce jeżyny, w tym jeden wbity w prawą przednią łapkę. - Widzę że coś ciekawego stało się na patrolu - zażartowałam. Postanowiłam szybko zająć się jego kończyną, która na pewno bolała.
- Wpadłem w dziurę porośniętą jeżynami - wymruczał. Skinęłam głową w zrozumieniu, dalej z uśmiechem na pyszczku.
- Uważaj, może zaboleć - ostrzegłam go, po czym wyciągnęłam kolec tkwiący w jego łapce. Z rany zaczęła lecieć krew. Szybko oczyściłam rozcięcie, zatamowałam krwotok i założyłam opatrunek.
- Dziękuję - powiedział królik, patrząc na swój narząd ruchu.
- Nie ma za co, tylko błagam cię, bądź bardziej ostrożny, albo chociaż pomóż mi zbierać rzeczy na opatrunki, bo jak tak dalej pójdzie, to sam jeden wyczerpiesz mi zapasy - zaśmiałam się, przy okazji usuwając kolce z futerka samca. Spojrzałam w stronę mojego inwentarzu. - Właściwie to... masz jeszcze dziś coś do zrobienia? - zapytałam.

<Nacmas?>

wtorek, 31 lipca 2018

Od Nacmas'a do Zoti

Lisy. Wszędzie lisy. Biegłem przez zarośla, uciekając drapieżnikom. Łapami szybko opychałem się od ziemi. Dobiegłem do rzeki, gdzie skończyła mi się droga ucieczki. Nastroszyłem futerko i stanąłem naprzeciw wrogom. Już poczułem ślinę jednego nich na moim łebku, gdy obudziłem się w swoim legowisku. Na swoim powstaniu. Skoczyłem na równe nogi i poczułem coś mokrego na swojej głowie. Nie była to ślina, a tylko kapiąca z sufitu rosa. Otrzepałem się i rozejrzałem naokoło. Kilkoro wojowników spojrzało na mnie pytająco, lecz nie odezwali się słowem. Domyślam się, że są już przyzwyczajeni. Również milcząc, wyszedłem na zewnątrz. Po obozie krzątało się już kilka królików. Zerknąłem na stos pożywienia, zebrany dzień wcześniej. Był marny, po wczoraj mało co się ostało. Poczęstowałem się koniczyną. Powoli rozpoczynał się dzień, więc niedługo zapewne wyruszy patrol. Postanowiłem do niego dołączyć. Ruszyłem w stronę wejścia do obozu, gdzie jeszcze nikogo nie było. Zwinąłem się w kulkę i z uszami uniesionymi sztywno do góry rozpocząłem czekanie. Pierwszy członek patrolu zjawił się kilka chwil później. Przywitałem go i zapytałem o pozwolenie na pomoc w patrolu. Nie było z tym problemu. Dołączyło do nas jeszcze dwoje patrolujących i razem udaliśmy się w stronę rzeki, granicy z Klanem Bzu. Droga minęła nam spokojnie. Szedłem na końcu, wsłuchując się we wszystkie odgłosy, tak, jakby zaraz miało coś wyskoczyć z krzaków. Pobratymcom to raczej nie przeszkadzało. Dotarliśmy do samej granicy, gdzie odnowiliśmy ślady zapachowe, aby nie mieć nieproszonych gości. Usiadłem wyżej na kamyku, aby mieć lepszą widoczność na drugą stronę. Nigdy nie wiadomo, czy coś się tam nie czai. Głos przywódcy patrolu wyrwał mnie z czuwania. Ruszyliśmy dalej. Słońce było już wyżej i robiło się coraz bardziej duszno. Nie do wytrzymania. Nasz marsz prowadził na północ, a po lewej stronie z daleka omijaliśmy norę lisa. W tym miejscy byłem bardziej ostrożny niż zwykle. Jeden z patrolujących złamał pod sobą patyk. Oczywiście na początku tego nie wiedziałem i odskoczyłem w bok. Niefortunnie w dziurę porośniętą jeżynami. To nie mogło skończyć się dobrze.
- Żyjesz? - usłyszałem głos lidera patrolu.
- Nawet. - Próbowałem sam wydostać się z pułapki, ale to nie było proste. Króliki pomogły mi. Całe moje futerko pokrywały kolce i czułem pulsujący ból w prawej przedniej łapce.
- Pomogę ci wrócić do obozu - zaproponował jeden z patrolujących, ale odmówiłem. Poradzę sobie sam. Na szczęście nie nalegał i sam udałem się w drogę powrotną.
Dopiero po kilku chwilach zdałem sobie sprawę, co zrobiłem. A jeśli teraz mnie coś zaatakuje? Nie mam szans na przeżycie! To idealny czas na atak wrogiego stada! Panikowałem aż do momentu, gdy nie zobaczyłem ścian obozowiska. Usłyszałem również wesołe głosy budzących się towarzyszy. Wtedy się uspokoiłem.
Udałem się prosto do legowiska medyczki. Wiedziałem, że jestem tam chyba najczęstszym gościem. Zoti ma mnie chyba dosyć.
- Cześć... Jesteś? - zawołałem u wejścia. Nie mam zwyczaju jej nachodzić, więc czekałem, aż zaprosi mnie do środka. Nie chcę jej przeszkadzać, bo może robi coś ważnego.

Zoti?

poniedziałek, 30 lipca 2018

Medyczka Stada Jaśminu!

https://i.imgur.com/aU5RnoZ.png

Imię: Zoti
Znaczenie imienia: Zachodzący Księżyc
Płeć: Samica
Wiek: 30 miesięcy
Stado: Zoti należy do stada Jaśminu i jest mu wierna.
Stanowisko: Medyk
Nauczyciel: Biti [*]
Uczeń: Brak
Rodzina:
Mama - Biti [*]
Tata - Nieznany
Rodzeństwo - Zogu, Zoed [*]
Relacje: ///
Umiejętności:
Zmysły - 20
Siła - 10
Zwinność - 30
Inteligencja - 40
Charakter: Niestety, delikatna jak kwiatek Zoti przez większość czasu jest bez emocji. Nie oznacza to, że nie uśmiechnie się do swojego przyjaciela, wręcz przeciwnie. Jest wdzięczna każdemu, kto poświęci jej chociaż chwilę, po prostu w samotności nie jest najszczęśliwsza. Nie jest nieśmiała i potrafi rozmawiać na każdy temat. Bardzo nie lubi spędzać czasu sama, każdy moment samotności jest dla niej jak smutna wieczność. Łatwo przywiązuje się do innych, tak samo łatwo wybacza. Każdemu da drugą szansę, ponieważ uważa, że każdemu zdarzają się pomyłki. Nie jest jednak naiwna ani głupia, potrafi wyczuć oszustwo i kłamstwo. Stara się być jak najbardziej prawdomówna, chociaż jak każdemu zdarza jej się kłamać, by bronić czegoś co jest dla niej ważne. Ważne dla niej są na przykład inne króliki w stadzie, ale łatwo przywiązuje się do obiektów i nadaje im imiona. Jest lojalna i pomocna, stara się pomagać każdej osobie, która tego potrzebuje.
Historia: Zoti była wychowywana tylko przez jej matkę. Nigdy nie dowiedziała się, co stało się z jej ojcem, nie wie nawet, czy miała rodzeństwo. Biti, jej matka, zawsze unikała rozmawiania o rodzinie. Królica nie miała nigdy nikogo oprócz matki, która nauczyła ją wszystkiego, co wiedziała. Posiadała ona wykształcenie medyczne, które zdobyła w młodości. Po pewnym czasie, Biti umarła ze starości, zostawiając Zoti samą na świecie. Bez matki, dla której Zoti była oczkiem w głowie, jedyne co pozostało to uczucie samotności i możliwość zostania medykiem. Oczywistym wyborem było dołączenie do stada, co postanowiła zrobić. Napotkała stado Jaśminu, będące jej ucieczką od samotności i okazją do wykorzystania wiedzy jej matki.
Właściciel: malaewa - Howrse

Przywódca Stada Jaśminu!


Imię: Larsu
Znaczenie imienia: Łaciata Gwiazda
Płeć: Samiec
Wiek:
25 miesięcy
Stado: Stado Jaśminu
Stanowisko: Przywódca
Nauczyciel: Wacu [*]
Uczeń: -
Rodzina:
Mama - ??
Tata - ??
Rodzeństwo - ??
Relacje: ///
Umiejętności:
Zmysły - 30
Siła - 25
Zwinność - 20
Inteligencja - 25
Charakter: Larsu to bardzo miły samiec-zawsze próbuje kogoś pocieszyć i zwykle mu to wychodzi. Muszę przyznać że jest w tym naprawdę dobry. Choć jeśli patrząc na jego historię powinien być agresywny, chamski i podły. Na Wasze i moje szczęście ten samiec nie został zmiażdżony przez los, był twardym jego przeciwnikiem. Jego charakter został nienaruszony. Jaki był, taki jest i będzie. Od zawsze był swego rodzaju herosem, chciał dla każdego dobrze. Pomoże każdemu komu da się pomóc. Jest uparty, do celu idzie po trupach, ale zawsze Ci pomoże. Dla nieznajomych bywa wścibski i raczej podejrzliwy, trzeba zasłużyć sobie na jego przyjaźń. Bezczelny w kontaktach z nieznajomymi którzy go denerwują. Mimo wszystko ma swój tupet, jest dość skąpy oraz niecierpliwy. Larsu zawsze jest wesoły, kipi od niego radością i optymizmem. Jednakże czujny, odważny i niezastąpiony. Nie ma takiego drugiego na świecie. Może to i dziwić ale ten samiec nie szybko zapomina, dokładnie...strasznie z niego pamiętliwy gość. Nie potrafi odmówić zakładu, przez co czasami ma kłopoty. Ah, warto wspomnieć iż ten królik jest bardzo inteligenty,oraz władczy. Myśli bardzo szybko, zawsze ma plany działania i wiele opcji na pogadanki. Sprawy fizycznie, bardzo lubi pływać i jest wytrzymały. Oddany, ciekawski, bardzo energiczny...i romantyczny wobec samiczek. Dla niego będzie jedna, ta jedyna najważniejsza. Nie rzuci się na inną...jest oddany. Mimo bycia optymistą często boi się o swoje stado, bo jak każdy przywódca chce dla niego jak najlepiej.
Historia: Dobrze, więc...Pewnego dnia urodził się, normalnie...jak każdy z Nas. Jednak w zamknięciu, jego matka podobno dopuściła się zdrady klanu. Taki był jego los, jednak po jakimś czasie został zabrany od matki bardzo wcześniej nawet nie wiedział jak ma na imię. Nie znał rodzeństwa, ojca,nikogo z rodziny. Nie wiedział kim jest, jedynie zrozumiał że aktualnie przebywa w stadzie Jaśminu. Gdy tak rósł członkowie zaczęli widzieć w nim potencjał, dużo trenował i szybko się uczył. Pamięta małe potyczki z króliczkami innych klanów, lecz nie doszło do czegoś większego niż podtapianie się w jeziorze. Nareszcie dorósł i lubił nielegalne rzeczy,po za stadem odbywały się walki z samotnikami. Przewyższał ich inteligencjom więc często wygrywał. Jednak po jakimś czasie skończył z tym wiedząc że nie wyjdzie mu to na dobre. Był bliskim przyjacielem Przywódcy, kochali się jak bracia. Pewnego dnia niestety samotnicy napadli na Przywódcę, w trakcie konania przywództwo zostało oddane Naszemu bohaterowi, nazywanego już Larsu. Znalazł samotników i pomścił poprzedniego przywódcę, przyjaciela... Aktualnie nadal włada Klanem Jaśminu i jest z tego dumny.
Właściciel: moonwolforyuki@gmail.com

Patrolujący Stada Jaśminu!

https://i.imgur.com/xLPFeMI.png
Imię: Nacmas
Znaczenie imienia: Nocny Duch
Płeć:
Samiec
Wiek: 25 miesięcy
Stado: Stado Jaśminu
Stanowisko: Patrolujący
Nauczyciel: Cedwas [*]
Uczeń: Brak
Rodzina:
Matka - Mysked [*]
Ojciec - Bapnel [*]
Rodzeństwo - Brat Nolero; imiona reszty jego rodzeństwa nie są mu znane.
Relacje:
///
Umiejętności:
Zmysły - 30
Siła - 20
Zwinność - 20
Inteligencja - 30
Charakter: Po czym poznać Nacmasa? Jeżeli spotkasz rozglądającego się szybko na boki ze sterczącymi uszami i bacznie obserwującego otoczenie młodego królika, nie musisz się długo zastanawiać - tak, to on. Nacmas jest panikarzem. Każdy szelest może być lisem, spadający liść atakiem wrogiego stada, a delikatne zadrapanie zapewne jest zakażone. Jego głowa kłębi się od myśli, zamartwia się prawie cały czas. Jest pesymistą. Wszystko ma swoją złą stronę i na pewno skończy się beznadziejnie. Zdecydował się na zostanie patrolującym wyłącznie dlatego, że niezbyt darzy zaufaniem słowa innych. Chce na własnej skórze przekonać się, że na terenach jego stada nie dzieje się nic niepokojącego. Bezpieczeństwo przede wszystkim! Zero ryzyka. Jeśli sam czegoś nie zrobi, na pewno nikt nie zrobi tego lepiej. Nacmas ceni sobie lojalność. Ciężko zdobyć jego zaufanie. Stracisz je? Nie licz, że odzyskasz je łatwo. Wobec członków stada zachowuje dystans, jednak nie jest niemiły. Wręcz przeciwnie. Kultura to dla niego ważna rzecz. Również nigdy nie odmówi pomocy i nie zostawi pobratymca w potrzebie. Mimo wszystko, nie lubi być w centrum uwagi i pozostaje w cieniu. Nacmas ma małą obsesje na punkcie dokładności. Wszystko musi być idealne. Swoje zadania wykonuje dokładnie i nie narzeka. Nie jest dla niego problemem pójście na dodatkowy patrol. Lubi mieć wszystko zaplanowane. Spontanicznie życie to nie jego bajka. Staje się nerwowy, gdy coś nie idzie po jego myśli. W sytuacji zagrożenia, oczywiście w pierwszej chwili zacznie panikować i wołać "Wszyscy zginiemy!". Dopiero później wraca do normalności i szuka najlepszego sposobu wyjścia z opresji. Zwykle wychodzi mu to dobrze, bo Nacmas ma w sobie ukrytą przebiegłość i wolę walki. Jest nieugięty - jeżeli raz sobie coś postanowi, trudno będzie go przekonać do zmiany decyzji. Chyba, że dotyczy to dobra stada - jest ono dla niego najważniejsze. Będzie o nie walczyć i bronić go, chodźmy za cenę swojego życia. Może tego nie pokazuje, ale jego pobratymcy również wiele dla niego znaczą. Jest z nimi mocno związany i na swój sposób martwi się o wszystkich. Chociaż właściwie on zamartwia się dosłownie wszystkim.
Historia: Urodził się w stadzie. Była to zimna noc. Z miotu przeżył tylko on i jego brat - Nolero. Nacmas nigdy nie pytał o imiona martwego rodzeństwa. Wiedział, że było to ciężkie przeżycie dla jego matki. Bracia byli nierozłączni i mieli bardzo podobne charaktery. Ich ojciec zginął jeszcze przed przyjściem Nacmasa na świat. Raczej nie dopytywał o okoliczności jego śmierci. Młody królik różnił się od swoich rówieśników. Tamci byli ciekawi świata i żądni przygód. Nacmasa to nie obchodziło. Od dziecka był płochliwy i wolał siedzieć w legowisku, z którego mama czasem wypychała go siłą. W końcu nastał dzień, gdy został uczniem. Jego nauczyciel Cedwas potrzebował dużo cierpliwości, aby wyszkolić takiego tchórza. W oczach Nacmasa jego mentor był idealny. Niczego się nie bał i był pewien swoich decyzji. Szybko się polubili. Często razem chodzili na sprawdzanie granic stada. Wtedy królikowi spodobało się bycie patrolującym. Spokojne życie nie było mu niestety jeszcze dane - jego matka została złapana i zabita przez lisa. Było to kilka dni po tym, jak zakończył szkolenie i został mianowany na patrolującego. Śmierć matki tylko sprawiła, że Nacmas począł bardziej zamykać się w sobie. Wiedział, że teraz jedyną osobą, której może zaufać jest jego brat. Niestety tamten zaczął się zmieniać. Coraz mniej czasu poświęcał bratu. Ciągnęło go do wolności. Po dosyć ostrej kłótni postanowił opuścić stado i poszukać szczęścia gdzie indziej. Na domiar złego, tego samego dnia Nacmas dowiedział się, że Cedwas z nieznanych przyczyn nie powrócił z patrolu. Możliwe, iż porwał go jastrząb. Dobity tyloma nieszczęściami młody patrolujący całkowicie odciął się od innych. Boi się, że jeśli się do kogoś przywiąże, znowu go straci.
Właściciel: Mik - Howrse
Szamanka Bajkowe Szablony